Herbs&Hydro, Mydło potasowe Zielona Herbata

IMG_6455

O mydłach potasowych polskiej marki Herbs&Hydro usłyszałam po raz pierwszy na YouTube (na kanale nieesia25). Recenzja zaciekawiła mnie na tyle, że zaczęłam rozważać zakup produktu i w końcu stało się – kilka buteleczek, mniejszych i większych, trafiło do mojej kosmetyczki. Swoją przygodę z mydłem potasowym rozpoczęłam od wersji Zielona Herbata. Minęło ponad pół roku, a moje mydełko nadal ma się świetnie i nie chce się skończyć (przelałam końcówkę produktu do małej buteleczki ze zdjęcia, żeby łatwiej było mi go aplikować). Myślę, że po takim czasie mogę już napisać o swoich wrażeniach.

Cena: 30 zł/200 ml (klik)

IMG_6878.JPGIMG_6879

Jak wspomniałam, jedno opakowanie produktu wystarczyło mi na ponad pół roku. Wydajność jest po prostu szalona (dodam, że początkowo, kiedy dopiero „wyczuwałam” co i jak, wcale go sobie nie żałowałam). Myślę, że kosmetyk zawdzięcza to swojej gęstej konsystencji. Już niewielka ilość, wielkości ziarnka grochu, a może i mniejsza, wystarcza do porządnego umycia twarzy. Obok konsystencji, warto wspomnieć także o przyjemnym, świeżym zapachu mydła – czuję tam nuty herbaciane, ale też lekko cytrusowe.

Mydło stosowałam prawie wyłącznie do mycia twarzy. Robiłam kilka podejść do mycia włosów, ale nie przyniosło to za dobrych skutków. Nie chcę rozwijać tego tematu, bo czuję, że moja wiedza jest w tym momencie niewystarczająca.

W tym miejscu muszę napisać o bardzo ważnej rzeczy: podczas pierwszego użycia chciałam zmyć mydło najszybciej jak się da. Dlaczego? Otóż postanowiłam, że oczyszczanie twarzy wykonam w trakcie prysznica. Po umyciu włosów wpadłam na pomysł, że może nałożę już mydło na twarz, niech sobie te dziesięć sekund poczeka, a ja w tym czasie użyję odżywki do włosów. Nałożyłam mydło, chwyciłam za odżywkę i poczułam, że moja twarz zaraz spłonie. Piekło tak niemiłosiernie, że moim jedynym marzeniem było chwycić za słuchawkę prysznica i wreszcie to zmyć.

Słyszałam, że jest mocny, ale nie doceniłam, jak bardzo. I ostrzegam – to mydło to „kiler”, przynajmniej na początku stosowania. Stanowczo nie polecam nakładania go na suchą twarz (co z reguły robię w przypadku „zwykłych” żeli do oczyszczania twarzy). Zawsze, ale to zawsze zwilżam buzię przed jego użyciem. Ma to dwie zalety: po pierwsze, kosmetyk działa nieco łagodniej, a po drugie i równie ważne, umożliwia to komfortowe jego użycie. Wspomniałam wcześniej, że mydło jest bardzo gęste, a co za tym idzie, nie za dobrze rozprowadza się po twarzy, a dodatek wody pozwala na jego rozcieńczenie i nadaje mu poślizgu. Bardzo dobrym pomysłem jest także roztarcie odrobiny mydła w mokrych dłoniach i nałożenie na twarz wytworzonej w ten sposób piany. A teraz ostrzeżenie numer dwa: jeśli macie jakiekolwiek rany na twarzy lub dłoniach, lepiej użyjcie innego produktu. Mydło powoduje mocne pieczenie (jak sól na rany).

Mydło Zielona Herbata początkowo pozostawia skórę odczuwalnie ściągniętą i oczyszczoną „piszcząco”. Martwiło mnie to, bo zmywanie z twarzy dosłownie wszystkiego nie jest zbyt dobrym pomysłem. Co zatem skłoniło mnie do dalszego stosowania? Działanie! Myślę, że mogliście już pomyśleć, że lepiej omijać Zieloną Herbatę szerokim łukiem, ale nic bardziej mylnego. Mydło przyniosło mi wiele pożytku. Po kilku tygodniach stosowania co 1-2 dni byłam w stanie stwierdzić, że skóra jest wyraźnie gładsza, a pory zwężone. Uporczywe zaskórniki na nosie stały się troszeczkę mniej widoczne (ale nie czarujmy się, ten produkt NIE usuwa zaskórników), a kondycja cery ogólnie lepsza. Czułam, że skóra jest dobrze oczyszczona, a było to dla mnie szczególnie ważne, bo pora jesienno-zimowa to u mnie czas cięższych konsystencji, potencjalnie bardziej komedogennych. Dodatkowo odniosłam wrażenie, że pomaga zmianom na skórze szybciej się goić i działa ogólnie antybakteryjnie. Pozostałam przy tej częstotliwości stosowania – raz dziennie, czasem raz na kilka dni, bo moja skóra przestała reagować pieczeniem. Później zauważyłam prawidłowość: pieczenie, dyskomfort, płonięcie żywcem – to skutki używania mydła na wcześniej podrażnionej skórze – podrażnionej przez warunki atmosferyczne, wykonywanie peelingu i tym podobne (naprawdę, Zielona Herbata tego nie wybacza).

Z czasem ściągnięcie skóry po umyciu i efekt „piszczącej” skóry złagodniały. Mimo tylu przebojowych wieczorów (bo oczywiście nie odkryłam wszystkich przeciwwskazań w tym samym czasie :D), jestem bardzo zadowolona z produktu Herbs&Hydro. Używany z głową, jest w stanie zaprowadzić na skórze porządek (choć oczywiście, nie samym oczyszczaniem pielęgnacja żyje). Używany bez pomyślunku, wysuszy i odwodni skórę, sprawi ból.

Skład: Aqua, Potassium Cocoate, Potassium Oleate, Glycerin, Sodium Chloride, Cocamidopropyl Betaine, Camelia Sinensis Extract, Parfum, Sodium Citrate, Benzyl Alcohol (koniecznie zajrzyjcie na stronę produktu, gdzie opisano każdy ze składników!)

Przede mną kolejne propozycje Herbs&Hydro: mydło potasowe w wersji kawowej, a także algowej – nie mogę się doczekać! Ciekawi mnie też wersja w piance. Zamówiłam również kilka miniatur i jeśli wciąż wahacie się co do pełnowymiarowej wersji, bardzo polecam to rozwiązanie: za 5 zł otrzymujemy 25 ml produktu, co przy takiej wydajności powinno wystarczyć nawet na kilka tygodni i dobrze pokazać, jak się sprawy mają. Pozdrawiam! 🙂

IMG_6460

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s