Resibo, Kojący balsam do ust

Za ideał w kwestii regeneracji ust uważałam do tej pory słynny już balsam Nuxe. Każdy kolejny produkt, jakiego używałam, porównywałam działaniem właśnie z nim. I wiecie co? Doczekałam się wreszcie nie tylko czegoś na podobnym poziomie, ale działającego nawet lepiej, a do tego posiadającego szereg innych zalet! Przedstawiam Wam kojący balsam do ust Resibo.

IMG_6891.JPG

Cena: 39 zł/10 ml (tutaj)

Rozpocznę od ukłonu w stronę swoich klientów, jaki zrobiła marka Resibo. Włożono dużo wysiłku w to, aby balsam był produktem wegańskim. Cytując Ewelinę, właścicielkę marki: „Tak wielu wegan korzysta z naszych produktów, tak wielu osobom zwierzęta nie są obojętne – nie mogliśmy nagle złamać naszej zasady, bo stworzenie produktu spełniającego tak duże wymagania jest trudne, a nawet nie wiadomo, czy możliwe.” Bardzo podoba mi się takie podejście, mimo, że sama nie jestem ani weganką, ani wegetarianką. O klientów trzeba dbać. 🙂 A zadanie rzeczywiście nie było łatwe. Naturalne balsamy w wersji niewegańskiej często zawierają wosk pszczeli, który, z tego co mi wiadomo, ułatwia utworzenie odpowiedniej konsystencji (łatwo rozprowadzającego się produktu). Marce gratuluję uporu i nieustępliwości, a Was odsyłam do wpisu Eweliny na blogu Resibo, w którym napisała na ten temat o wiele więcej; znajdziecie go tutaj.

Skład: Helianthus Annuus Seed Oil, Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Diisostearoyl Polyglyceryl-3 Dimer Dilinoleate, Hydrogenated Vegetable Oil, Crambe Abyssinica Seed Oil, Butyrospermum Parkii Butter, Aqua, Citrus Aurantium Dulcis Peel Wax, Jojoba Esters/Helianthus Annuus Seed Wax/Acacia Decurrens Flower Wax/Polyglycerin-3, Tocopherol, Brassica Alba Sprout Extract, Stevia Rebaudiana Extract, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Aroma, Limonene, Linalool

IMG_6890.JPG

No i jak z tą konsystencją? Dla mnie – perfekcja. Balsam jest bardzo gęsty i bardzo jedwabisty. Już bardzo niewielka ilość wystarczy do pokrycia całych ust; rozprowadza się łatwo i bardzo przyjemnie. Uwielbiam delikatną warstwę ochronną, jaką zostawia na ustach – w produktach do ust często przeszkadzało mi, jak szybko znikają i jak szybko trzeba je aplikować ponownie. Tutaj można się cieszyć odżywieniem, które jest długotrwałe i nie zniknie w drodze z domu na przystanek autobusowy. Konsystencja umożliwia również nakładanie, w razie potrzeby, grubszej warstwy produktu i to dla mnie jedna z najmocniejszych stron balsamu Resibo. Gruba warstwa to coś, czego zdarza mi się potrzebować, a czego nie da mi np. pomadka Alterra (jeden z moich ulubieńców w codziennej pielęgnacji ust). 

Kolejna, ale nie ostatnia zaleta: balsam przepięknie nabłyszcza usta. Z powodzeniem zastępuje mi błyszczyk czy pomadkę – lubię ten delikatny blask i podkreślenie koloru i kształtu ust, jakie daje. Ach… 🙂

IMG_6895.JPGIMG_6902.JPG

W przypadku produktów do ust niebagatelną cechą jest również zapach. Resibo uczyniło wiosnę (premiera produktu miała miejsce 8 marca) jeszcze piękniejszą i nadało balsamowi zapach mango, moim zdaniem połączonego z czymś jeszcze, ale nie jestem w stanie tego „czegoś” zidentyfikować. Zapach jest, w każdym razie, owocowy, soczysty, słodki, otulający. Z zapachem idzie w parze oczywiście smak. Z obu jestem bardzo zadowolona i tutaj znowu muszę pożalić się na to, co nie pasowało mi w wielu pomadkach/balsamach do ust – po krótkim czasie na ustach miałam wrażenie, że zjełczały i miałam ochotę już je zetrzeć.

Najlepsze, czyli działanie, zostawiłam na koniec. Balsam spisuje się świetnie zarówno w codziennej pielęgnacji ust, jak i w kryzysowych sytuacjach. Nakładam go przed każdym lub prawie każdym (ale tylko wtedy, kiedy zapominam;) ) wyjściem, a także w ciągu dnia, kiedy jestem w domu. Zanotowałam znaczną poprawę kondycji ust, tj. o wiele mniej suchych skórek, popękanych obszarów i podrażnień wokół ust. Do tej pory przed wyjściem smarowałam usta pomadką (granatowa/rumiankowa Alterra lub brzozowa/rokitnikowa Sylveco) i już sam fakt, że usta miały na sobie cokolwiek, bardzo im pomagał, ale nierzadko zdarzało się, że to nie wystarczało – usta, choć w o wiele lepszej kondycji niż bez pomadki, nie miały odpowiedniej ochrony np. podczas wietrznego dnia. Teraz pożegnałam ten problem i wiatr moim ustom niestraszny. Balsam Resibo doskonale je chroni.

IMG_6883.JPG

Wyżej napisałam, że używam balsamu w domu. Tak, nie noszę go w torebce, bo zawsze aplikuję go palcami i nie chcę dotykać końcówki aplikatora zanieczyszczonymi dłońmi. To powoduje, że czasem „ustowy kryzys” ma miejsce i kiedy długo nie ma mnie w domu, wraca podrażnienie i zaczerwienienie skóry wokół ust. I to jest największe pole do popisu dla wszystkich produktów: zregenerować to, co zostało uszkodzone. Skóra piecze i wiem, że jeśli nie przygotuję dla niej odpowiedniego opatrunku, wysuszenie i podrażnienie będzie postępować, a rano będę miała, mówiąc kolokwialnie, przerąbane. Ale jak sprawić, żeby usta otrzymywały odżywienie przez całą noc, jeśli pomadka po jakimś czasie zniknie, a właściwie nie da się nałożyć jej grubszej warstwy, no bo jest, jaka jest – dość twarda i zbita i rozprowadza cieniutką warstwę produktu? Kupiłam kilka miesięcy temu krem do ust w słoiczku i spodziewałam się, że może to jego będę mogła nakładać na noc. Ale on też jest twardy i nie wiem, kto wymyślił, żeby wlać go do słoiczka, bo aplikacja jest przez tę konsystencję mordęgą (dopiero, kiedy w pomieszczeniu jest bardzo ciepło, kosmetyk mięknie). Kiedy już wygrzebałam cudem jakąś większą ilość, nie spełnił z kolei moich oczekiwań co do regeneracji, więc znów byłam rozczarowana.

I wreszcie trafił do mnie balsam Resibo i sprawił, że problemy z regeneracją zniknęły. Na podrażnione i piekące usta zaaplikowałam grubą warstwę produktu i położyłam się spać. Usta rano już prawie nie piekły, a podrażnienie zmalało. Druga noc – druga gruba warstwa balsamu i kolejnego poranka obudziłam się z ustami jak nowe! Dokładnie o coś takiego mi chodziło.

Co do opakowania produktu, nie mam do niego zastrzeżeń. Takiej konsystencji nie dałoby się zamknąć w sztyfcie, zostawała więc tubka lub słoiczek. Resibo przeprowadziło głosowanie na Facebooku, aby klienci sami zadecydowali, która forma będzie im bardziej odpowiadać (kolejny plus dla marki). Tubka jest o wiele wygodniejsza od słoiczka, bo nie trzeba aplikować produktu palcami i można dozować go bardzo precyzyjnie. Ja jednak nigdy nie mogłam przekonać się do aplikacji na usta bezpośrednio z tubki – aplikując palcami, mam większą kontrolę nad produktem, rozprowadzam go szybciej i dokładniej. Ale to już moje widzimisię. Kto wie, może wkrótce będę chciała mieć balsam Resibo non stop przy sobie i moje nawyki się zmienią? 🙂

Podsumowując: z całego serca polecam Wam wypróbowanie balsamu Resibo na własnych ustach. Uważam go za najlepszy produkt do ust, jaki miałam do tej pory, za produkt wart uwagi i wart swojej ceny. To dopiero moje pierwsze opakowanie, ale już wiem, że wejdzie do mojej kosmetyczki, tak jak woda Uriage, jako produkt pierwszej potrzeby i coś, co musi w niej być. W tym opakowaniu zostały mi już resztki i lada moment kupię kolejne. Warto.

Untitled.png

PS. Wiecie, czym mnie jeszcze ucieszył? Kupiłam go dosłownie chwilę po premierze i załapałam się do grona osób, które otrzymały go w zestawie z torbą, kredkami do tekstyliów i czekoladką. 🙂 

Reklamy

2 thoughts on “Resibo, Kojący balsam do ust”

  1. genialne są też balsamy do ust z organique! co prawda w słoiczku, ale ja używam ich tylko na noc. genialnie utrzymują nawilżenie, nawet tak długo jak inne balsamy na parafinie. no i te zapachy!

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s