Depilacja laserowa LightSheer cz. I – przygotowanie do zabiegu, przebieg, ból, przeciwwskazania, pierwsze efekty

c4a85eb9a60a3e0be17b79ace28dffb7

Która z nas nie marzy o gładkiej skórze bez podrażnień i zacięć? O pójściu na plażę bez martwienia się o nieestetyczne włoski? A wreszcie o zaoszczędzeniu czasu i… nerwów podczas depilacji? Na wszystkie pytania odpowiadam: „ja!” i nie mam najmniejszych wątpliwości, że nie jestem w tym sama 🙂 To jedne z powodów, które skłoniły mnie do decyzji o poddaniu się zabiegowi trwałej depilacji. Trwałe usunięcie owłosienia to właściwie epilacja, ale słowo „depilacja” w odniesieniu do zabiegu laserowego tak utarło się w języku, że i ja pozwolę sobie używać go w tym poście. Z wpisu dowiecie się:

Seria zabiegów, której się poddaję, nie została jeszcze zakończona, a chciałabym, żebyście mieli pełen obraz sytuacji, dlatego spodziewajcie się, że pojawią się kolejne wpisy na ten temat. Będę opisywać zagadnienia jak najszczegółowiej, ale w razie wątpliwości – piszcie śmiało, na wszystkie pytania odpowiem albo od razu, albo w kolejnym poście o depilacji. A teraz do dzieła!

 

Dlaczego zdecydowałam się na trwałe usunięcie owłosienia?

Kilka powodów wymieniłam już na początku wpisu. Słowo „depilacja” wywołuje we mnie wielką frustrację i włącza mojego wewnętrznego lenia. 😉 A włosy bardzo mi przeszkadzają. Latem nawet bardzo krótkie włoski na nogach sprawiają, że czuję się niekomfortowo. Uważam też, że pozbycie się owłosienia z pewnych obszarów, jak pachy czy bikini pomaga znacznie w utrzymaniu higieny. Poza tym, w grę wchodzi estetyka – dla mnie brak włosów w pewnych miejscach wygląda o niebo lepiej, „czyściej” i bardziej higienicznie niż ich obecność. Oczywiście pożądane efekty można osiągnąć zwykłą maszynką, ale tutaj w grę wchodzą dodatkowe problemy: podrażnienia i wysuszenie skóry po goleniu, trudność w dotarciu w niektóre miejsca (np. podczas depilacji bikini), zacinanie się maszynką, a u wielu osób także wrastające włoski. Ja raczej nie mam z nimi problemu, ale od czasu do czasu też zdarza mi się „awaria”.

Usuwanie owłosienia to problem nie tylko kobiet, ale także panów. Niektórzy golą się nawet codziennie – a co, jeśli taka osoba ma poważny problem z wrastającymi włosami? Ból, podrażnienie, masakra.

Oczywiście, poza tradycyjnymi maszynkami istnieje wiele innych sposobów pozbywania się włosów, ale te z kolei mogą być bardziej bolesne lub wymagać odwiedzin u kosmetyczki, a i tak włosy po jakimś czasie odrastają. Przyznam Wam szczerze, że poza maszynką, nie zdecydowałam się nigdy na inne sposoby. Wosk, pasta cukrowa, depilatory – to wszystko wzbudzało we mnie strach przed bólem. I tym sposobem, chcąc nie chcąc, machałam maszynką pod prysznicem niemalże codziennie – włosy pod pachami goliłam średnio co dwa dni, a często codziennie, a co kilka dni dochodziły do tego bikini i nogi. Kiedy już wydepilowałam co trzeba, pojawiały się następne problemy – skóra była sucha i podrażniona. Postanowiłam powiedzieć STOP i spełnić swoje kosmetyczne marzenie – o trwałej depilacji.

 

Jakie partie ciała zdecydowałam się wydepilować?

Partie, które poddaję zabiegom to pachy oraz bikini głębokie. Ale jeśli będę w pełni zadowolona z efektów, na pewno usunę również włosy z łydek i kolan. Pewnie ciekawi Was, czym różni się bikini głębokie od klasycznego. W wielkim skrócie: bikini klasyczne (płytkie) to usunięcie włosów z obszarów widocznych poza bielizną (z okolic pachwin). Bikini głębokie sięga już dalej i, jak się okazuje, ma kilka odmian. Wszystkie rodzaje depilacji zostały świetnie opisane na stronie gabinetu Wosk i Wizaż: klik. Koniecznie zajrzyjcie, bo do opisów zostały dołączone wiele mówiące obrazki, więc szybko dowiecie się, o co chodzi. Depilacja, której ja się poddałam, to nieco zmodyfikowana depilacja hollywoodzka – mam usuwane wszystko to, co na poniższym obrazku, za wyjątkiem włosów między pośladkami (w sumie można by uznać, że to też zmodyfikowana depilacja francuska :)).

depilacja_hollywood

Zdjęcie pochodzi ze strony woskiwizaz.pl (http://www.woskiwizaz.pl/2015/06/rodzaje-depilacji-nazewnictwo/)

Decyzja o głębokości zależy wyłącznie od Waszych preferencji. Pani, która wykonuje na mnie zabieg, powiedziała, że zrobi to zgodnie w moim życzeniem.

 

Dlaczego wybrałam laser diodowy?

Przy wyborze lasera zależało mi na tym, aby był efektywny. Być może słyszeliście lub usłyszycie o depilacji „laserem” IPL jako jednej z metod trwałego usuwania owłosienia. Uczulam, nie dajcie się nabrać. To po pierwsze bardzo myląca nazwa. IPL nie jest laserem, a poza tym odznacza się marną skutecznością, dlatego jeśli zależy Wam na trwałym efekcie, nie bierzcie go w ogóle pod uwagę. Widzę, że sporo salonów umieszcza na swojej stronie informacje obalające teorie o IPL, np. tutaj.

Na rynku istnieją różne rodzaje laserów. Najczęściej wymienia się laser rubinowy, aleksandrytowy, diodowy (takim jest Light Sheer), a także yagowy. Lasery diodowe są uważane za najskuteczniejsze i to one królowały w ofertach salonów, które brałam pod uwagę.

 

Jak działa laser?

Wiązka światła lasera ma za zadanie wniknąć głęboko w skórę, aby zostać zaabsorbowana przez melaninę (barwnik zawarty we włosie). Pochłonięta energia zamienia się w energię termiczną – wiązka lasera niszczy włos, paląc go. Jeżeli interesują Was szczegóły, np. dotyczące budowy włosa, zajrzyjcie tutaj.

 

Jakie są przeciwwskazania do zabiegu depilacji laserowej?

Do przeciwwskazań do wykonania zabiegu depilacji laserowej należą:

  • ciąża i karmienie piersią,

  • choroba nowotworowa,

  • choroby skóry, takie jak łuszczyca, rybia łuska, bielactwo,

  • opryszczka, zmiany wirusowe lub bakteryjne w miejscu depilacji,

  • rozrusznik serca,

  • padaczka,

  • spożywanie leków i ziół światłouczulających (dziurawiec, nagietek, szałwia, herbatki wyszczuplające typu Figura 1, Figura 2),

  • stosowanie doustne retinoidów i powierzchniowo w miejscach depilacji,

  • włosy wyrwane razem z cebulką, np. przez pęsetę, depilator lub wosk,

  • opalona skóra – w jakikolwiek sposób! A więc nie tylko przez słońce, ale także w solarium i przy zastosowaniu samoopalacza. Z opalania trzeba zrezygnować kilka tygodni przed i po zabiegu, dlatego lato to nie najlepsza pora na wykonywanie zabiegów (ja mam depilowane miejsca, do których słońce raczej nie dociera, więc mogłam sobie pozwolić na zabiegi w lipcu i sierpniu),

  • peeling skóry – należy przestać wykonywać peelingi co najmniej tydzień przed zabiegiem,

  • jasne, siwe lub rude włosy – są niemalże niemożliwe do usunięcia.

 

Co dzieje się przed pierwszym zabiegiem?

Przed pierwszym zabiegiem musiałam wypełnić baaardzo rozbudowaną ankietę, dzięki której można było stwierdzić, czy nie ma przeciwwskazań do wykonania na mnie zabiegu. Okazało się, że nie ma żadnych przeciwwskazań (czego byłam prawie pewna, kiedy decydowałam się na zabieg – oczywiście przeczesałam Internet wzdłuż i wszerz :)). Musiałam także podpisać coś w rodzaju zgody, zaświadczając, że jestem świadoma tego, co mnie czeka i że jeśli skłamałam w ankiecie, to na własną odpowiedzialność. Krótko po tym zaproszono mnie do gabinetu i wykonano zabieg. Czytałam w wielu miejscach, że zanim wykona się zabieg, przeprowadzana jest próba lasera, ale ja takiej próby nie miałam. Nie przeprowadzono też oględzin mojej skóry, ale pytania jej dotyczące znajdowały się w ankiecie.

 

Jak należy przygotować się do zabiegu?

Przygotowania do zabiegu należy zacząć długo przed nim – patrz: przeciwwskazania. Należy pamiętać, aby nie wyrywać włosów na 4-8 tygodni przed zabiegiem (to znaczy, że zabroniona jest depilacja woskiem, depilatorem, wyrywanie pęsetą itd). Najlepiej stosować wtedy maszynkę. Przed zabiegiem wszystkie włosy należy dokładnie zgolić. Koniecznie pamiętajcie o dokładności – pozostawienie na skórze włosów może doprowadzić do poparzeń! Ja golę włosy wieczorem, dzień przed zabiegiem, który z reguły odbywa się rano lub krótko po południu.

Kolejne zalecenie to czysta skóra – bez balsamu, antyperspirantu itd. Ja przed zabiegiem otrzymuję jeszcze chusteczki nawilżane, aby w razie potrzeby przemyć depilowane okolice. A antyperspirantu i balsamów nie stosuję także już poprzedniego dnia.

Kiedy wchodzę do gabinetu, jestem zostawiana w nim sama, aby spokojnie się przygotować – rozbieram się (zostawiam tylko biustonosz), następnie przecieram depilowane okolice wspomnianymi chusteczkami (jestem raczej czysta, ale to tak „w razie W”). Potem zakładam jednorazowe majtki, które dostaję od pani kosmetolog krótko przed zabiegiem. Majtki są bardzo mocno wycięte, tak aby łatwo było dotrzeć do poszczególnych miejsc. Nie wiem, czy to praktyka wszystkich salonów. I spokojnie – jeśli depilujecie np. tylko pachy, to ściągacie tylko bluzkę, nie trzeba rozbierać się całkowicie. Następnie kładę się na fotelu, który jest rozłożony całkowicie na płasko i pokryty narzutą z mocnego papieru (przypominającą papierowy ręcznik). Pani puka i pyta, czy może wejść, ja odpowiadam, że tak i rozpoczynamy zabieg.

 

Jak wygląda i ile trwa zabieg?

Przed zabiegiem otrzymuję okulary ochronne. Leżę na fotelu i kiedy depilowane jest bikini, rozkładam nogi nieco na boki, tak jakbym chciała usiąść prawie po turecku (prawie, bo nie krzyżuję nóg). Kiedy depilowane są pachy, po prostu podnoszę rękę do góry i zakładam za głowę. Sam zabieg polega na przykładaniu do skóry głowicy lasera – punkt po punkcie. Dla ułatwienia, na większych obszarach osoba wykonująca zabieg rysuje białą kredką siatkę. Mnie rysowano ją w obszarze bikini, a pod pachami już nie. Podczas usuwania owłosienia z okolic bikini, cały czas pozostaję w jednorazowych majtkach – pani tylko odchyla je z jednej lub drugiej strony, zależnie od miejsca, którym aktualnie się zajmuje. To tyle 🙂 Jeśli nie mogę już wytrzymać bólu, robimy krótkie, kilkunastosekundowe przerwy. Kiedy ponownie jestem gotowa do zabiegu, daję znać i idziemy dalej.

Uczucie towarzyszące uderzeniu wiązką światła z lasera porównałabym do lekkiego porażenia prądem czy do szybkiego wyrwania włosa pęsetą, albo do ukłucia bardzo cienką igłą. Uderzeniu towarzyszy charakterystyczny trzask.

Czas trwania zabiegu zależy od depilowanej powierzchni – oczywiście im większa powierzchnia, tym dłużej trwa zabieg. Depilacja pach to kwestia kilku minut – trzech, czterech. Depilacja bikini zajmuje ok. 25 minut. Pamiętam, że pierwsza sesja trwała u mnie łącznie 40 minut.

Podczas zabiegu w gabinecie zaczyna unosić się charakterystyczny zapach palonych włosów – dość intensywny i niezbyt przyjemny. Z każdym zabiegiem ten zapach słabnie – przy pierwszym jest naprawdę mocny i odczuwalny, przy drugim tylko lekko, a podczas kolejnych nie czułam już prawie niczego. Zapach utrzymuje się też przez jakiś czas na skórze (bo zostają na niej spalone włosy, o czym napiszę nieco później), dlatego przenosi się również na ubrania. Po pierwszym zabiegu od razu pojechałam do mieszkania. Okazało się, że moje ubrania (tj. spodnie i bielizna w okolicy bikini oraz koszulka w okolicy pach) porządnie przesiąknęły tym zapachem i musiałam je zmienić (ale w praniu wszystko zeszło). Dlatego weźcie pod uwagę, że po pierwszym i być może kolejnym zabiegu będziecie musiały się przebrać.

 

Czy zabieg jest bolesny?

Odczuwanie bólu do sprawa indywidualna, dlatego pamiętajcie proszę, że to MOJE doświadczenia i u Was może to wyglądać nieco inaczej. Bolesność zabiegu jest zależna od kilku czynników: po pierwsze, od depilowanego obszaru. W moim przypadku, ból podczas depilacji pach był za każdym razem o wiele mniejszy od bólu towarzyszącego depilacji bikini. To nie wszystko – nawet różne podobszary jednego obszaru różnią się między sobą bolesnością, w przypadku bikini – im głębiej, tym ból jest większy (najbardziej odczuwałam go na wzgórku łonowym, najmniej bliżej nóg, ale co ciekawe – w okolicach brzucha ból również był dość mocny). Trzeci czynnik to moc lasera – z każdym zabiegiem jest nieco zwiększana, a im większa – tym bardziej boli.

No to jak było u mnie? Powiem prosto z mostu – zabieg jest CHOLERNIE BOLESNY. Przepraszam za słownictwo, ale uwierzcie, to jego delikatna wersja, bo niejedno gorsze słowo cisnęło mi się na usta w trakcie działania lasera. Podczas każdego zabiegu zadaję sobie pytanie, jak wytrzymam kolejny. O ile w przypadku pach dopiero podczas trzeciej wizyty w pewnych miejscach bolało już dość mocno, o tyle w przypadku bikini od początku była to „ostra jazda”. Podobno laser ma jakąś końcówkę chłodzącą – w ogóle nie czułam jej działania, za to marzyłam o tym, żeby gdzieś z boku wiało lodowate powietrze.

Nie wiem, jak mogę ocenić, czy jestem wytrzymała na ból. Za każdym razem, gdy słyszę od kogoś, że „jest raczej odporny na ból”, traktuję to jako zachowanie normalne, a nie ponadprzeciętne zdolności, bo zbyt wiele osób tak mówi. 🙂 Powiem tylko tyle, że nawet jeśli coś mnie już bardzo boli, np. podczas wizyty u dentysty, bo zazwyczaj „zaciskam zęby” (w przypadku dentysty nie dosłownie :P) i staram się zachować spokój i nie wydawać dodatkowych dźwięków. W przypadku depilacji laserowej wydaję ich jednak całkiem sporo. Oczywiście, nie krzyczę, ale co chwila mówię „oj”, „ojej”, „ałaj”. Bardzo spinam też mięśnie nóg i pośladków, do tego stopnia, że jestem bliska skurczu. Do tego dość mocno się pocę – w „standardowych” miejscach jak plecy czy pachwiny, ale także w bardzo dla mnie nietypowych, jak dłonie czy twarz. Czy to wszystko obrazuje Wam, jak bolesny to zabieg?

Domyślam się, że powyższy akapit może przestraszyć wiele osób. Bólu obawia się każdy, a ja Was na pewno nie zachęciłam. Ale teraz kilka słów pocieszenia: po pierwsze, nie otrzymuję żadnego znieczulenia, a być może Wy je otrzymacie. Wiem, że są salony, w których stosuje się maść Emla i również w moim jest ona polecana, ale niestety, nie jest aplikowana klientom (i chyba nie rozwiązuje problemu bólu całkowicie). Musiałabym więc kupić ją samodzielnie, a z tego co się orientuję, to preparat na receptę, a do tego bardzo drogi. Po drugie, zabieg nie trwa wiecznie, a ból pojawia się tylko w przy strzale wiązką laserową, a potem szybko znika. Po trzecie, można spróbować odwracać nieco swoją uwagę. W trakcie zabiegu zadaję pani, która go wykonuje, mnóstwo pytań i staram się z nią rozmawiać, niekoniecznie na tematy związane z samą depilacją. Pomaga też głębokie oddychanie, w szczególności mocne wypuszczanie powietrza przez usta. Podobno są też osoby, które przynoszą np. piłeczki antystresowe. Ogólnie – warto coś ściskać, choćby chusteczkę higieniczną.

Jednym z pytań, jakie zadałam podczas pierwszej wizyty, było: „depilacja których miejsc jest najbardziej bolesna”? Otrzymałam odpowiedź, że u kobiet to właśnie bikini, natomiast mężczyźni skarżą się bardzo na depilację pleców, ale nie są to żadne oficjalne statystyki, tylko doświadczenie kosmetologa, który te zabiegi wykonuje.

Poradzę Wam jeszcze jedno: zacznijcie depilację od „najgorszych” miejsc, tych, które bolą najmocniej. Początkowo przyjmowałam strategię „rozgrzewki”, tj. poddawałam się depilacji pach, potem bikini w mniej bolesnych miejscach, a na końcu w tych najgorszych. Teraz odwracam kolejność. Na początku zabiegu wytrzymałość jest największa (co potwierdza pani wykonująca zabieg), a poza tym, wtedy żyję ze świadomością, że gorzej już nie będzie 😀

Na koniec największe pocieszenie: dla efektów warto znieść nawet i taki ból. Są na tyle zadowalające, że nawet jeśli w trakcie zabiegu zastanawiam się, czy znowu przychodzić, to kiedy wychodzę z gabinetu, już wiem, że tu wrócę.

 

Jak należy postępować po zabiegu?

Tuż po zabiegu otrzymuję za każdym razem maść łagodzącą, żeby od razu się nią posmarować. Jest to Bepanthen (klik). Pani poleciła mi stosować albo Bepanthen, albo Alantan Plus (klik) w formie maści (jest jeszcze w formie kremu). Kupiłam początkowo Alantan, ale okazał się działać gorzej od Bepanthenu, dlatego zaopatrzyłam się też w ten drugi. Bepanthen jest nieco droższy, ale nie bardzo drogi (tubka o masie 30 g kosztuje kilkanaście złotych i mnie w zupełności wystarczy do końca depilacji). Maścią smaruję depilowane obszary kilka razy w ciągu dnia, w którym wykonana była depilacja. W kolejnych dniach nie mam już takiej potrzeby, ale Wy musicie własne potrzeby ocenić już same. 🙂 Podpowiadam tylko, że może na początek warto kupić mniejsze opakowanie.

Zaraz po zabiegu skóra jest zaczerwieniona i troszeczkę obolała. Czytałam, że mogą pojawić się nawet pęcherzyki, a obrzęk i zaczerwienienie mogą utrzymywać się przez kilka dni, ale u mnie jest to tylko tego samego dnia (jak na razie – być może po kolejnych zabiegach, gdzie zwiększona zostanie moc lasera, sytuacja się pogorszy). Jeśli nie dotykam bezpośrednio skóry, to te efekty nie są odczuwalne i mogę normalnie funkcjonować. Staram się jednak przez kilka dni traktować skórę szczególnie delikatnie – myć delikatnym środkiem (w sumie to innych nie mam ;)) i nie stosować już innych kosmetyków (włączając w to antyperspirant!).

Jeśli chodzi o efekty „wizualne”, to oprócz zaczerwienienia, na skórze zostają małe, czarne kleksy. To nic innego jak spalone włosy, które delikatnie rozprysnęły się dookoła. Możecie spróbować to delikatnie zdrapać, ale najlepiej zostawić je w spokoju – same odpadną i to szybko. A o innych efektach, przede wszystkim tych najbardziej pożądanych przeczytacie nieco niżej.

Oczywiście po zabiegu w dalszym ciągu obowiązują takie ograniczenia jak przed. Najlepiej traktować skórę jak najłagodniej, myć tylko delikatnymi środkami, nie pocierać, nie drażnić w żaden inny sposób. Zabiegi depilacji laserowej nie wyłączają też z życia codziennego – nie trzeba brać wolnego w pracy i można normalnie funkcjonować. 🙂

 

Jak często należy poddawać się zabiegowi i ile zabiegów należy wykonać, aby usunąć włosy całkowicie?

Przerwy pomiędzy zabiegami powinny wynosić co najmniej 6 tygodni, do 12 (to usłyszałam w swoim salonie, ale podawane widełki czasem nieco się różnią, a wzrost włosa jest też różny na różnych partiach ciała – na głowie trwa nawet kilka lat). Nie da się usunąć wszystkich włosów naraz. Jest to spowodowane faktem, że poszczególne włosy mogą znajdować się w różnych fazach wzrostu. Cykl wzrostu włosa dzielimy na 3 fazy: fazę wzrostu (anagen), fazę przejścia (katagen) oraz fazę spoczynku (telogen), a depilacja laserowa działa na włosy znajdujące się w fazie wzrostu. Słyszałam jeszcze o dwóch innych fazach, ale najczęściej spotykam się z podziałem na 3 wymienione wyżej. Zatem jeśli część włosów jest w innej fazie niż anagen – nie zostaną one usunięte, ale coś Wam powiem – i tak są zmienione (zaobserwowałam to na swoich) – nie odrastają już tak szybko i są słabsze.

Nie da się z góry określić, ile zabiegów będzie potrzebne do trwałego usunięcia owłosienia. Pytałam o to panią kosmetolog i otrzymałam odpowiedź, że producent lasera deklaruje 12 jako absolutne maksimum, ale najczęściej wykonuje się ich około 6. Ponownie – zależy od miejsca na ciele. W przypadku depilacji bikini głębokiego, te naprawdę „głębokie” miejsca odznaczają się o ciemniejszą skórą, niż inne części ciała. A im mniejszy kontrast między skórą a włosem, tym trudniej usunąć owłosienie i może być potrzebnych więcej zabiegów (na moje nieszczęście, bo ta część najbardziej boli :P).

W chwili obecnej jestem po 3 zabiegach i najprawdopodobniej w przyszłym tygodniu poddam się kolejnemu.

 

Czy włosy mogą kiedyś odrosnąć?

Tak, włosy mogą częściowo powrócić, ale to mało prawdopodobne. Pytanie o odrastanie było jednym z pierwszych, jakie zadałam pani wykonującej zabieg. Dowiedziałam się, że część włosów może pojawić się ponownie podczas dużych zmian hormonalnych, spowodowanych np. ciążą. Ale nie oznacza to, że należy wykonywać serię zabiegów od początku, uff 🙂 Wystarczą zabiegi „przypominające” i powinno być znowu dobrze. Pamiętajcie, że nasz organizm to skomplikowana maszyna i może w każdej chwili zrobić coś nieoczekiwanego. Ale małe prawdopodobieństwo, że zabiegi wykonane poprawnie będzie trzeba kiedyś robić od nowa.

 

Jakie efekty przynoszą kolejne zabiegi?

Najbardziej widoczne są efekty uzyskane po pierwszym zabiegu. Ja straciłam wtedy ok. 40% włosów pod pachami i ok. 30% włosów z okolic bikini. Wspominałam już, że po zabiegu skóra jest zaczerwieniona i cała w małych „kleksach” – te czarne kropki to nic innego jak spalone włosy. Kleksy znikają dość szybko – ja pozbyłam się większości jeszcze tego samego dnia, natomiast na skórze zostają po nich jeszcze czarne punkty, które wyglądem przypominają rosnące włosy. W rzeczywistości są to pozostałości po spalonych włosach, które z czasem się wykruszają, pozostawiając skórę całkowicie gładką. Po około miesiącu zaczęły odrastać mi włosy, które nie zostały spalone (wyobraźcie sobie ten komfort – nie musieć golić się przez miesiąc!), ale zauważyłam, że to już nie te same włosy – nie były tak twarde i silne. Kiedy zgoliłam je maszynką, miałam spokój na o wiele dłużej niż byłam do tego przyzwyczajona – nie odrastały już tak szybko, jak przed zabiegiem. Drugi raz zgoliłam je tuż przed kolejną wizytą w salonie.

Po drugim zabiegu straciłam już mniej włosów, ale była to zmiana widoczna. Nie potrafię tego ocenić tak dokładnie jak poprzednio, ale „na oko” było to może 10-15% ze stanu początkowego (i ponownie: straciłam więcej włosów pod pachami, niż tych z okolic bikini). Sytuacja powtórzyła się – na skórze pojawiły się kleksy, ale było ich zdecydowanie mniej niż za pierwszym razem. Inne efekty również się powtórzyły. Zauważyłam wtedy coś jeszcze – moja skóra była niesamowicie gładka! Do tej pory katowana maszynką, ciągle podrażniana i wysuszana, nie była przyjemna w dotyku, a teraz jest miękka i wygładzona. Przypomina mi skórę, którą mam po wewnętrznej stronie nadgarstka. To wspaniały „efekt uboczny” :). Pojawiła się też kolejna zmiana – po bardzo dokładnemu przyjrzeniu się włosom pod pachami, odkryłam, że część włosów, które odrosły, jest całkowicie niewidoczna! Dopiero dosłownie wsadzając nos pod pachę byłam w stanie zauważyć, że tam są – niesamowicie jasne, słabe, krótkie.

Efekty uzyskane po trzecim zabiegu nie różniły się od efektów po drugim zabiegu – straciłam mniej więcej tyle samo włosów, ponownie mniej z bikini, a więcej pod pachami. Teraz zaczęła to być mocno zauważalna różnica. Najgłębsze miejsca bikini charakteryzują się obecnością o wiele ciemniejszej skóry, stąd włosy „schodzą” z nich oporniej.

Zamieszczone poniżej zdjęcie to obecny stan mojego owłosienia pod pachami – minęło 5 tygodni od ostatniej wizyty w salonie, a w tym czasie zgoliłam włosy dokładnie raz (około 1,5 tygodnia temu). Zdjęcie nie jest najlepszej jakości (musiałam zrobić je sama, a nie było to łatwe zadanie, bo nie mogłam patrzeć na ekran w aparacie) i ponownie – gdyby przyjrzeć się pasze z bliska, zauważyłoby się więcej włosów. Ale kto by tam zaglądał? 😛

IMG_7545.JPG

 

Ile kosztują poszczególne zabiegi?

Koszt zależny jest od partii ciała, która ma zostać poddana depilacji, a także od salonu i od tego, czy decydujemy się od razu na serię zabiegów, czy tylko na jeden. Ja za wszystko zapłacę… 399 zł! To bardzo tanio, ale dlatego, że oferta pochodzi z Groupona. Przyznam, że miałam lekkie obawy, czy to aby nie „ściema”, ale Internet ponownie przyszedł mi z pomocą i sprawdziłam opinie o salonie (których było niestety niewiele), które przekonały mnie do tego, żeby spróbować. Szukałam też ogólnie opinii o kuponach z Groupona dotyczących depilacji i trochę się uspokoiłam. Sama korzystam z kuponów na różne rozrywki, typu ścianka wspinaczkowa i jeszcze nie miałam nieprzyjemnych sytuacji. No cóż, wygląda na to, że i tym razem mi się upiekło. 🙂 I jak to ja, miałam znowu szczęście, bo obowiązywał dodatkowy rabat -20% – standardowa cena za kupon to 499 zł, więc sporo zaoszczędziłam. W pakiecie miałam 30 zabiegów, ale partie, które wybrałam, są liczone podwójnie, więc łącznie mam do wykorzystania pulę 15, a czas na ich realizację to rok.

Z moich obserwacji wynika, że przedział cenowy jest dość duży, dlatego nie podam tutaj konkretów. Odsyłam Was na strony internetowe salonów, tam prawie zawsze podane są cenniki.

Reklamy

2 thoughts on “Depilacja laserowa LightSheer cz. I – przygotowanie do zabiegu, przebieg, ból, przeciwwskazania, pierwsze efekty”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s